Zaczęła się wiosna wczoraj, ale ów Dzień wagarowicza, to nie to samo, co podczas wczesnych etapów edukacji. Na studiach ciężko by było powiedzieć ćwiczeniowcowi, że nieobecność jest, bo był przecież pierwszy dzień wiosny. Zresztą, ze mnie nigdy nie był wagarowicz, chyba mam za wysokie poczucie obowiązku, czy coś. Wracając zatem do bloga, dzisiaj dwa proste jebusy, bo dawno nie było, pozdrawiam wszystkich.
Wczoraj wpis na blogu nie pojawił się, ale za to dzisiaj jest. Daje to prosty rezultat- przerwa niedzielna odbyła się w sobotę i tyle. Popatrzycie na mnie wrogo i pomruczycie: Taa, regularne posty. Ależ kiedy wraca się z urlopu to nie rezygnuje się potem w robocie z przerw na papierosa, nie? No, to miłego rozwiązywania.
A dzisiaj jebusy z czymś nowym dla fanów gatunku. Otóż jebus dłuższy ma układ rymów naprzemienny na całej rozciągłości i nie zawiera obrazków "przestankowych" charakterystycznych dla jebusa klasycznego. Pozdrawiam i powodzenia.
A teraz proszę bardzo... dla wielbicieli gatunku prosto z wczorajszego wykładu o zrównoważonym systemie drenażu pozwalającym na odzysk wody opadowej. Jebus klasyczny, bez łamania rytmu, jeszcze podpowiem dla tych, którzy będą szukać rymu do przestankowego rysunku w drugiej sekwencji. A wieczorem się pojawią pewnie pingwiny. Zatem do zobaczenia.
No i oto obiecane jebusy na wieczór. Polecam rozwiązać do poduszki i iść spać, gdyż już się robi ciemno powoli. A mnie czas się przygotowywać do zrobienia skoku w nadprzestrzeń do Pionek, gdzie czas ledwo płynie, mięso się grilluje, a piwo chłodne i tanie. Do napisania.
Obiecane jebusy na dzisiaj, dwa jeden dosyć łatwy, drugi odrobinę trudniejszy, ale wierzę, że sobie z nimi poradzicie. Mam w zanadrzu jeszcze jeden, podwójny, ale to za jakiś czas. Z ciekawostek, dzisiaj już widziałem zakonnicę tak zagadaną przez komórkę, że nie miała jak panu odpowiedzieć na "szczęść boże". I oczy każą mi sądzić, że pielęgnowanie paznokci u stóp pośród trawnika usianego setkami stokrotek jest czynnością tak liryczną i poetycką, że mieszkanki wiadomego akademika ( zwanego Virgin tower / spermochłonem ) uprawiają ją dzisiaj gęsto.
Wyszła jednak niedzielna przerwa, tak w zasadzie nie chcący. dawno nie było nic w temacie jebusów na blogu, więc póki co, krótki nie wymagający specjalnie przedstawiciel tego gatunku. Oprócz niego na pewno dzisiaj pojawi się kolejny odcinek friendsów, a kto wie, co się jeszcze może stać? Do przeczytania.
Weźcież dajcie spokój z tym wszystkim. Nie ma człowiek na nic ani kawałka czasu wolnego. Normalnie, jakbym był pracownikiem dużej korporacji mającej siedzibę gdzieś w centrum Warszawy... takie tempo, że szok. Cóż więcej dodać, jebusy do oderwania się od pisania mgr-ki, czy innych takich. Ani trudne, ani proste, można je połączyć w jeden.
Niby powinna być niedzielna przerwa, ale jak mam materiał w zanadrzu, to dlaczego by coś luźnego nie zarzucić? Tak się zacząłem zastanawiać ostatnio, jak zaczęły się jebusy. No i nie mam zielonego pojęcia, jak na pewnej lekcji polskiego w otoczeniu Leszcza "100matologa" J. , Majki "Krakowianki" K. oraz Kaśki "Poti... co Ty robisz?!" S. ( których serdecznie pozdrawiam ) wymyśliłem pierwsze jebusy, ale pamiętam, jakie były pierwsze dwa. No i dzisiaj zamieszczam ich remake. Tak niezobowiązująco, "z lekka ideologicznie, metafizycznie..." ( cyt. Kochankowie Gwiezdnych Przestrzeni ). Miłego wywczasu niedzielnego wszystkim!
Witam wszystkich w czwartkowy wieczór. A, jako, że czwartek, to wieczór jest studencki, jak mówi stare porzekadło. A jak studencki, to koniecznie trzeba wychylić piwo i dlatego też zachęcam do odwiedzenia Publiki ( Lublin, Olejna 5 ). A tak poza tym to do rozwikłania mega jebus, który jest jedną całością. Choć oczywiście można go sobie podzielić. Jest w nim kilka nieco wymyślnych haseł, ale koneserzy gatunku sobie poradzą. Tu pozdrawiam Patrycję, która doszła już do takiego poziomu, że zwykłe hasła czyta, jak normalny tekst nie głowiąc się nad nimi w ogóle. Cóż, wyższy level. A jutro czas na kolejny życiowy achievement: 9h ciągiem zajęć z tym samym wykładowcą.
Wczoraj wróciłem z roboty później, niż ostatnimi czasy się zdarzało, więc nie dałem rady nic zamieścić. Na razie bardzo prosty i krótki jebus z niewielkim haczykiem, a potem wyglądajcie kolejnego odcinka Friendsów. Potem coś więcej napiszę.
Spokojnie, już się tłumaczę. Raz, że łikend był dosyć ciężki, albo praca, albo badania nad ciemnym piwem ( wtajemniczeni wiedzą: znowu potwierdziłem tezę ). A dwa, że przy okazji zakładu naprawdę podłapałem flow na malowanie figurek i mogę nad tym spędzić dowolną ilość czasu. Dlatego tak lekko zaniedbałem, ale spokojnie, mam materiału na kilka postów, a po dzisiejszych i jutrzejszych zajęciach, pewnie jeszcze przybędzie. Na koniec tylko dodam, że jebus jest trudny. Taki dla bardziej zaawansowanych, ale od czasu do czasu chyba taki nie zaszkodzi. A jutro przewiduję hurtowy wysyp postów.
Ej, co jest, czego nikt nie krzyczy, że strzeliłem gafę i wrzuciłem jebus, który już był? No bez takich, przecież specjalnie bym takich błędów nie popełniał... Z tej okazji zamieszczam erratę do poprzedniego posta z właściwym jebusem. Dodatkowo i gratis, niedługo wrzucę main theme, ale najpierw obiad.
A dzisiaj nowa porcja jebusów. Zapraszam wszystkich jutro do Publiki pooglądać moje gołe baby w antyramach na ścianach. Ciekawe jest całkiem, że reklamując to wydarzenie słyszę raz, że szkoda, że nie pingwiny, raz, że nie jebusy... Kiedyś zrobię wystawę zbiorczą i dopiero będzie. A w głowie przy okazji wystawy mam jakiś pomysł na konkurs na wygranie dzbana piwa... Jeszcze nie wiem, na czym będzie polegał, ale szykujcie abstrakcyjne myślenie.
Idąc za radą i swoim zresztą postanowieniem postanowiłem odświeżyć temat jebusów, ponieważ doszły mnie słuchy, żesą trudności ze znalezieniem instrukcji, która była tu zamieszczona w jakichś pradawnych czasach.
No więc tak: Jebus każdy składa się z 4 - obrazkowych modułów. Należy nazywać obrazki po kolei tak, żeby się rymowało i miało rytm, ale zawsze 3 w module jest rysunkiem przestankowym ( najczęściej: kiełbasa ). Oczywiści rozwiązań może być kilka sposobów. Dla przykładu powyższy jebus został skonstruowany dla hasła: kotek-młotek-kiełbasa-płotek. Jeżeli ktoś rozwiąże go bez zdrobnień, to nie będzie to złe hasło, ale alternatywne.
No i wczoraj byłem tak zakręcony niewyspaniem, że urwałem zdanie w połowie, na szczęście zakończenie "Ale nie uprzedzajmy faktów" pozwala to jeszcze odebrać może, jako zabieg podnoszący napięcie. Dzisiaj zapowiedziane jebusy, rysowane również na ćwiczeniach wczoraj - ale za to jak dopracowane graficznie, prawda? To w sumie pozwala się domyślać, jak pochłaniające były owe zajęcia. Na koniec się pochwalę, mam wolne dzisiaj i idę pić piwo, o.
Nie zapominam również o fanach łamigłówek rysunkowych. Pozdrowienia dla Magdy, która zawsze na jebusy czeka, a która spędziła całe wczorajsze święto na podróżowaniu do miejsca produkcji spożywczej dla sieciowych hipermarketów - Espanii. Może ktoś jeszcze się skusi na rozwiązywanie tej zagadki. Ci, którzy nie wiedzą, o co chodzi, w pierwszym wrzucie jebusowym jest instrukcja do tych zagadek.
Dawno nie było, więc czas na porcję jebusów dla fanów odrealnionej rozrywki. Nie są najtrudniejsze, więc mniej wprawieni również powinni sobie poradzić. Tymczasem mam jeszcze porcję pingwinów, która wymaga skanowania i znajdzie się na blogu w najbliższym czasie. Pozdrawiam!
Mieszkanie znalezione, to można kontynuować zbrodniczą działalność, jako prowadzący wulgarnego bloga. Dzisiaj zaległe, zapowiedziane już wcześniej jebusy. Nawet chyba muszę zaliczyć je do kategorii: te lekko trudniejsze. Natomiast wiem, że sobie poradzicie, a więc miłego główkowania.
Z góry przepraszam wszystkich przeciwników i nierozumiejących zamieszczanych przeze mnie od czasu do czasu jebusów, ale dawno nie było, więc wicie- rozumicie. Jakoś to przeżyjecie, bo jak są dzisiaj, to znaczy, że jutro ich na 99% nie będzie w poście. Bądźcie dobrej wiary, a reszta niech się zabiera za rozwiązywanie tej niezbyt długiej zagadki.