skip to main |
skip to sidebar
Jak w ramach robienia sobie przerwy pomiędzy robieniem 2 mln rzeczy na uczelnię człowiek wrzuca post na bloga z paczką robioną w zeszły piątek, a do tego zastanawia się kiedy ostatni raz coś umieszczał, to nie jest dobrze. Cała masa robót najprzeróżniejszych przede mną, także już uciekam, powinni się pojawić Friendsi jakoś późniejszym wieczorem, także zachęcam do wypatrywania.
Tak, czas na wczorajszo nocno- poranne wspomnienia. Po 19 nie dało się już łatwo przebrnąć przez deptak, a kolejka do bankomatów była niezła. A potem, masakra. Wpadła banda ludzi i o 1 w nocy już wypili cały bar ( że sparafrazuję Diwowa ). Samego wielkiego Cthulhu pewnie wzywało tej nocy dużo osób. Na szczęście nie znalazły się takowe w części baru, za którą ja byłem odpowiedzialny. Kulturalnie, nie przyjąłem ani grama alkoholu w tą szczególną noc. I tu pozdrowię wszystkich, którzy mieli możliwość pracowania i zarabiania zamiast ponurej perspektywy przeciskania się przez pół nocy w mega tłumach.
A jak wigilia, to chyba prezenty? Cholera wie, w każdym razie okazało się, że sama noc kultury to za mało i jest jeszcze jej wigilia, która kładzie nacisk ponoć na imprezy na poszczególnych dzielnicach. Cóż każdy pomysł, który przybliżyć ma Lublin do zostania ESK 2016 jest dobry... Ale z tego, jak i z samej nocy kultury będziemy się śmiać jutro/ pojutrze, jest już o tym specjalny 6-cio paczek pingwinów. Tymczasem trzy z jakichś zajęć w tym tygodniu. Pozdrawiam.
Obiecane jebusy na dzisiaj, dwa jeden dosyć łatwy, drugi odrobinę trudniejszy, ale wierzę, że sobie z nimi poradzicie. Mam w zanadrzu jeszcze jeden, podwójny, ale to za jakiś czas. Z ciekawostek, dzisiaj już widziałem zakonnicę tak zagadaną przez komórkę, że nie miała jak panu odpowiedzieć na "szczęść boże". I oczy każą mi sądzić, że pielęgnowanie paznokci u stóp pośród trawnika usianego setkami stokrotek jest czynnością tak liryczną i poetycką, że mieszkanki wiadomego akademika ( zwanego Virgin tower / spermochłonem ) uprawiają ją dzisiaj gęsto.
Miały być jebusy, ale z okazji dnia dziecka zostaną przesunięte na jutro. Za opóźnienie przepraszamy. Tak więc wszystkiego najlepszego z okazji dnia dziecka wszystkim dzieciom, czyli wszystkim z wyjątkiem boga, bo on, jak wiadomo niczyim dziecięciem nie jest. Czy myślicie, że mu smutno z tego powodu? Nie istotne to zbytnio w sumie, a już na pewno mniej istotne od faktu iż napisałem już 6 stron magisterki i to nawet nie zrobiłem jeszcze tytułowej, a teks nie ma odpowiednich odstępów. Ha! I co powiecie? Obrona w marcu, a ten już pisze pracę... porąbany jakiś. - Nie ma ludzi normalnych, ot co.
No co? Taka prawda, że łikend był całkiem przyjemny, natomiast tak cholernie męczący, że nie życzę wrogom takiego wyczerpania. Bo już co innego takiego poparzenia słonecznego twarzy... Taka kara za reprezentowanie uczelni na regatach, że teraz używam mazi na poparzenia. No ale pomaga, więc jest dobrze. Paczka pingwinów dziś, a jutro w planach wysyp jebusów, z pozdrowieniami dla wszystkich fanów. Dobrey nocy.
To bez wątpienia praca, którą robię najdłużej. Chociaż jakbym siadał do niej częściej, to dawno temu byłaby skończona. Jakiś czas temu dorzuciłem kilka setek kropek i postanowiłem Zeskanować WIPa i się nim podzielić. Jeszcze ładnych kilka tysięcy kropek brakuje do finalnej wersji, ale kiedyś to skończę. Tymczasem przez przypadek podczas zaznaczania w PSie zobaczyłem negatyw i stwierdziłem, że to świetny sposób na weryfikację, czy odpowiednie elementy są dobrze wycieniowane. No więc nie wszystkie póki co, ale coś tam widać. Mam nadzieję.
A czemu 3/4, ktoś zapyta. No oczywiście niesie to z w sobie jakieś ukryte znaczenie i już spieszę z jego wyjaśnieniem. Otóż tenże trójpaczek ma w moim archiwum na dysku oznaczenie "Pingwiny75", a skoro 75, to 3/4 do setki. No i chyba trzeba coś specjalnego wymyślić na setny rzut ptactwa. Mozaiki ze wszystkich odcinków nie zrobię, bo by była przeogromna, więc zobaczymy jeszcze, co mi do głowy przyjdzie. Tymczasem życzę miłego dnia, wreszcie troszkę wieje i jest dzięki temu o wiele znośniej.
Dawno nie było, więc czas najwyższy zarzucić coś z tej kategorii. Może bez cycków, ale za to z tym co mi zawsze wychodzi najlepiej na tego typu rysunkach, czyli tkaniną. A co poza gołym tyłkiem? Ano temperatura już w pełni zasługuje na przeklinanie pana Heliosa, a ja cierpię na jakieś chroniczne przemęczenie i nie mam pomysłu czym to może być spowodowane. Może tak działa ta temperatura w połączeniu z chodzeniem spać bardzo wcześnie? Czort wie...
No i jedziemy, obiecany najnowszy odcinek znanej i lubianej ( mam nadzieję ) serii Friends. Akurat, zanim się ugotuje makaron na obiad. Dałem dzisiaj kolejny upust swojej drobnej złośliwości używając reklamówki Żydla w Biedrze. Taki ze mnie ryzykant i jawnozłośliwiec. Ochrona jednak mnie nie pobiła za to, chociaż Pani kasjerka rzuciła dziwne spojrzenie. Wieczorem zapraszam do Publiki na piwko, koniecznie zimne.