skip to main |
skip to sidebar
Np. wypraw na grzyby, albo podróży PKP. Niech każdy sobie sam wybierze czego 'Wesołych' mu życzę. Tak będzie najzdrowiej. No i chyba najgrzeczniej, bo święta miną i koniec życzeń, a tutaj proszę, jak ktoś przyjmie, że mu życzę wesołych dni przyszłego roku, to ma długi okres obowiązywania moich życzeń. także nie przedłużając już niepotrzebnie, tylko powtórzę: WESOŁYCH (...) !
No i dobrnęliśmy w tym roku do 50tki. Co ważniejsze, kończy mi się wreszcie ten przeklęty blok 140 g/m2 na którym robię od jakiegoś czasu baby, a na który skusiła mnie cena ( o jaki fajny blok, ta sama firma, 50 stron zamiast 25, tylko trochę mniejsza gramatura i jeden kolor, ale za to ponad dychę taniej ). Jeszcze jeden rysunek i wrócę do starej dobrej 160tki. O czym to ja? Aha, czas wybrać się na Pionkowe piwo dzisiaj. A wszystkim, którzy dziś korzystają z usług PKP po godzinie 10tej, współczuję. O 8 rano już było ledwo do wytrzymania w ciapągach.
HA! Nikt nie spodziewał się tak szybko kolejnego posta. I bardzo dobrze, może ktoś się ucieszy z tego powodu. Siedzę w Lublinie szukając mieszkania, ktokolwiek widział, ktokolwiek zna coś sensownego i nie w rejonach, gdzie jeszcze walczą kozacy z powstania Chmielnickiego, niech da znać. A co poza tym? Będę się starał ponadrabiać trochę zaległości w prowadzeniu bloga, mam nadzieję, że w nowym lokum będę miał sieć i wrócę do starego, dobrego tempa ( tutaj powinienem polecić piosenkę Kultu "Nowe tempa", ale jest tak żałosna, że nie będę ). O, właśnie sobie uświadomiłem, że to będą pierwsze święta na blogu, muszę nabazgrać coś z tej okazji. Trzymajcie się mocno ( bo ślisko ).
Dawno nie było, więc czas na porcję jebusów dla fanów odrealnionej rozrywki. Nie są najtrudniejsze, więc mniej wprawieni również powinni sobie poradzić. Tymczasem mam jeszcze porcję pingwinów, która wymaga skanowania i znajdzie się na blogu w najbliższym czasie. Pozdrawiam!
Nie będzie tak, jak w poprzednim miesiącu, że tylko jeden post dla świętego spokoju. Nie no żartuję oczywiście z tym świętym spokojem, nikt mi bloga prowadzić nie kazał, tak samo, jak iść na studia. Ale my nie o tym, w Lublinie zima pełną gębą,pewnie niewiele lepiej w innych częściach kraju. A to dopiero pierwszy śnieg tej zimy, że tak przekuję ludowe przysłowie w żart. Za jakieś kilka minut wrzucę jebusy.
Witamy w pierwszym i nie ostatnim, grudniowym odcinku tragikomedii pt. blog Husa. Dzisiaj jubileuszowe, bo pięćdziesiąte ( pamiętacie, jak w podstawówce nas uczyli pisać słownie skomplikowane długie liczby? ) wydanie. Robiłem na zajęcia prezentację o zanieczyszczeniach wód powierzchniowych, podziemnych i morskich, a więc i pingwiny dzisiaj będą oscylowały w okół powyższego tematu. Pozdrawiam.
Po długiej przerwie wypada coś wrzucić, nieprawdaż? Tak się złożyło, że korzystam z szalonych zasobów uczelnianego internetu, to zamiast buszować po jakże interesującej witrynie Jedynego Wspaniałego Uniwersytetu, wrzucę gołą babę, a co! Ostatni rysunek, świeżo zeskanowany, nawet jestem z niego zadowolony, muszę przyznać. Pozdrowienia z zaśnieżonego Lublina.
Niestety, ja również nie spodziewałem się hiszpańskiej inkwizycji, która wyszła z szafy i powiedziała: nie będziesz miał przez jakiś czas internetu w Lublinie, nawet o tym nie myśl! Nasze dwie metody działania to: zaskoczenie, wiara, posłuszeństwo papieżowi ( to trzy metody )... No więc nasze trzy metody...
Tak więc, moi mili póki co nie będzie nowych postów, albo będą dość sporadycznie, ale może zdejmą ze nie klątwę braku sieci niedługo, i wtedy będzie się działo. Tymczasem gram w herosów 3 na kompie i pasjansa oraz pracuję za barem. Jak ktoś ma ochotę, zapraszam w łikendy do "Publiki"
Nie uwierzycie, jak bardzo praca na działce może być inspirująca, człowiek może spokojnie wypuścić lejce wyobraźni podczas tak niepotrzebującej myślenia czynności, jak np. dziabanie grządek. I kiedy tak myśli sobie popierdzielają w naprawdę róznistych kierunkach można wymyślić pasek z dinozaurami, bo dlaczego nie? Efekty przypadkowych pomysłów możecie ocenić sami. Aha, nie pytajcie, dlaczego przy sianiu pszenicy wymyśliłem alternatywną wersję powodu, dla którego wyginęły dinozaury, po prostu nie pytajcie.
Coś mnie tak naszło podczas porannej pracy na działce, żeby dać kolejny bonus na czasie, skoro jest okazja. Może lekko spóźniony komentarz, ale jest. Tymczasem mamy przyjemność gościć u siebie prawdopodobnie ostatnie dni lata przed mocnym ochłodzeniem. A co z tego, zapytacie? Ano to, że mamy ostatnią okazje, żeby w ludzkich warunkach napić się alkoholu w plenerze, ot co. Albo pójść na grzyby, co komu bardziej miłe.