skip to main |
skip to sidebar
Tak mnie słuchanie radia przy robieniu obiadu natchnęło. Bo to chyba jest jakiś znak naszych czasów, że państwo może sobie zbankrutować, a nie zostać podbitym przez inne państwo, prawda? W sumie to dosyć smutne, ale nikt nie powiedział, że świat jest dobry i sprawiedliwy, a może i takie stwierdzenie padło, ale ciężko to potwierdzić. W każdym razie proponuję zostawić za sobą smutne tematy i wybrać się dzisiaj na koncert Papriki na miasteczko uniwersyteckie.
No i dalej jedziemy z tematem, były wcześniej dwie paczki pingwinów pod rząd, to może być i dwa razy Friendsi w niewielkim odstępie czasu, prawda? A co innego ciekawego? Zadziwiająco dużo zwierzaków ostatnio spotykam. W ciągu tego miesiąca z rzadziej widocznych egzemplarzy spotkałem już: Kozła ( samca sarny ), lisa białego, lisa rudego, czajkę i parę jeży, przy czym ostatnie na trawniku przy Filaretów. Byłem niezmiernie ciekawy, czy będą również wczoraj, ale ów trawnik już został wygolony. A poza tym dwa dni wolnego, a jutro wieczorem najbardziej przeze mnie wyczekiwany koncert tych juwenaliów - Paprika Korps.
O i właśnie. Wylazło słońce i to tak sprawnie, że za kilka dni granica pomiędzy: "ale super, wreszcie ciepło", a "kuuurde, jak gorąco" będzie bardzo cieniutka. No to taki wiosenno- letnio- wakacyjny obrazek zmontowany wczoraj w robocie. A w robocie niedługo grube i zimne mury kamienicy również z przekleństwa staną się zbawieniem. Rodzi to w mojej głowie ciekawe refleksje na temat dualizmu tego świata... ale to temat na odrębny post. Pozdrawiam i zapraszam na zimne piwko.
No i po kolejnej przerwie. Ale co ja poradzę, że nie mam zbyt wiele czasu ostatnio? W sumie to na nadmiar czasu pewnie nikt nie narzeka ( pomijam ludzi, którzy powinni coś robić, a nie robią ). Tak więc mam nadzieję nadrabiać, a jak wszystko wyjdzie, zobaczymy w przyszłości. Ale dzisiaj nowy odcinek Friendsów do poczytania. Wieczorkiem zapraszam do Publiki, gdzie świętujemy powrót wielkiego budowniczego z ziemi Fińskiej. Tymczasem.
Ny, to koniec przerwy świątecznej. Trochę zaległości się na blogu porobiło, ale powrót na uczelnię gwarantuje nadrabianie w dobrym tempie. Święta majowe, przynajmniej dla mnie były o wiele mniej męczące, niż święta właściwe pomimo psa na głowie. Pewnie ma to coś wspólnego z mniejszą ilością wypitego alkoholu, ale może to po prostu przez tego psa? Jakiś czas temu zostałem zapytany o wątki autobiograficzne w moich rysunkowych żartach, więc dzisiaj w kąciku pośmiejemy się z Husa. A prawda na temat tego ile mojego doświadczenia jest w tych historyjkach pozostanie tajemnicą... Do kolejnego posta!
Kończę dzisiaj tydzień prawdziwych męczarni, zmagań z własnym ciałem, leniem i różnymi innymi rzeczami. Z tej okazji wyczekiwane długo, może nie przez wszystkich, ale na pewno przez sporo osób pingwiny. A na łikend majowy ( nie mylić z łikendem właściwym, który trwa od wczoraj ) jadę do Pionkowa, a co! Tak wiem, że jest masa różnych miejsc dziwacznych w Polszy lepszych, ale bywam tak rzadko, że sobie nie odmówię. A kto wie, może uda się ten pobyt zaaranżować nie samotnie?
Dawno mnie nie było... No ale była przerwa świąteczna, która tradycyjnie zgodnie z przewidywaniami moimi mnie wykończyła, zamiast pozwolić się zrelaksować. I tutaj pozdrawiam wszystkich, którzy wpadli na grilla i przewinęli się przez "blaszaka" w ciągu tych trzech dni. A co to jest w tym poście, zapytacie. Ano jest to finalna wersja projektu okładki płyty dla kapeli znajomej z Pionek. Jak ktoś zainteresowany, to polecam odwiedzić:
http://www.youtube.com/user/funkoffpl
Witam kolejnego dnia ponurej egzystencji w promieniach słońca, które nijak nie chce się wpasować w szarość i obskurność kompozycji otoczenia. Ny, ale toż jest to żywy przykład pozytywizmy Św. Tomasza ( zaliczyłem zerówkę z historii filozofii na 3: mogę cwaniakować ). O czym to ja? Aha, no i zoczyłem pierwszy odcinek wreszcie wyemitowanej "Gry o tron" na podstawie przegenialnych książek Georga R.R. Martina. Pierwszy odcinek, jakby wyciąć sceny ważne dla fabuły, to by wyszło soft porno. Same gołe cycki, tyłki i kopulacje... Wiedzą, jak serial zareklamować. Pozdrawiam wszystkich w to słoneczne popołudnie, szczególnie tych, którzy tak, jak ja jeszcze nie odespali łikendu.
Witam po nie działce, czyli na trzeźwo. Łikend mogę swobodnie opatrzyć metką "Najbardziej wyczerpujące 3 dni pracy". It's arma- goddamn madafuckin' -ggedon, jak śpiewa pewien pan o dyskusyjnym image'u. No, ale po łikendzie już jadę z regeneracją, będzie na blogu z pewnością przerwa świąteczna, ale zanim nastapi, to w ciągu najbliższych dwóch dni coś postaram się naprodukować. Paradoks na dziś: Im lepszy był łikend, tym mniej się jest wypoczętym.
Takie coś wysmarowałem kiedyś na jakimś wykładzie. jakieś bliżej nie zdefiniowane sajens fiksidło lekko inspirowane Infinity, które z koleji jest lekko inspirowane na twórczości pana Masamune Shirow. A poza tym zrobiłem sobie do jedzenia pałeczkami takie przepyszne duszone kawałki piersi kuczaka na ostro z ważywami podane z dzikim ryżem, że nie ma słów. Polecam, po przepis można się zgłosić.